Stara kobieta.

Człowiek czuje się młodo (od kiedy jest się oficjalnie starym?), chcąc nie chcąc jednak ciągle odkrywa w swoim wizerunku nowe oznaki entropii, które przypominają o nieubłagalnym upływie czasu.

Starość jest ciekawym zagadnieniem w sztuce. Z tym, że z reguły nieprzychylnym dla kobiet. Dojrzały (użyjmy tego miłego słowa) mężczyzna w malarstwie to przeważnie siwy mędrzec, znawca życia, stoicki obserwator rzeczywistości. Jego rówieśniczka miewa natomiast różne wcielenia i czesto jest to jakiś groteskowy rodzaj czarownicy. Można dojść do takiego wniosku zwłaszcza po obejrzeniu obrazu Goi “Czas i stare kobiety”. Przeraża bardziej niż “Saturn pożerający własne dzieci” i wszystkie czarne psychodelie tego hiszpańskiego malarza razem wzięte.

Francisco de Goya: Czas i staruchy. 1820
Francisco de Goya: Czas i stare kobiety. 1820. Olej na płótnie. 181 x 125 cm. Palais des Beaux-Arts w Lille. Źródło: Domena Publiczna.

Za plecami dwóch kobiet, przedstawionych w dosadnej karykaturze, straszy personifikacja czasu. Zamiast kosy ma miotłę – wiadomo, atrybut to znany. Jedna pani pokazuje drugiej lustro („powiedz przecie..”), na odwrocie którego znajduje się napis: Qué tal? (Jak tam?). Taki żart.

Różne hipotezy przychodzą na myśl: może Goya nie lubił swojej teściowej, może miał problem ze starością w ogóle. Tematykę przemijającej urody poruszano oczywiście już wcześniej. Na przykład włoski artysta barokowy Bernardo Strozzi namalował w XVII wieku obraz zatytułowany „Próżność”. Czy widzieliście kiedyś państwo satyrę na mężczyznę prężącego przed lustrem muskuły? Jakże to, powie ktoś, przecież mężczyzna starzeje się jak dobre wino. Karykatura próżności przybrała więc postać starszej kobiety, z której rysów twarzy można domniemywać dawnego wdzięku. Perfumy i biżuteria są tutaj już tylko ironicznym dodatkiem.

Bernardo Strozzi: Próżność. Ok 1637.
Bernardo Strozzi: Próżność. Ok 1637. Muzeum Puszkina w Moskwie. Źródło: Domena Publiczna.

Zostawmy jednak prześmiewczych mężczyzn na boku. Tadeusz Różewicz w „Opowiadaniu o starych kobietach” napisał tak:

Lubię stare kobiety
brzydkie kobiety
złe kobiety

są solą ziemi

nie brzydzą się
ludzkimi odpadkami

znają odwrotną stronę
medalu
miłości
wiary

przychodzą i odchodzą
dyktatorzy błaznują
mają ręce splamione
krwią ludzkich istot

stare kobiety wstają o świcie
kupują mięso owoce chleb
sprzątają gotują
stoją na ulicy z założonymi
rękami milczą

stare kobiety
są nieśmiertelne

Hamlet miota się w sieci
Faust gra rolę nikczemną i śmieszną
Raskolnikow uderza siekierą
stare kobiety są
niezniszczalne
uśmiechają się pobłażliwie

umiera bóg
stare kobiety wstają jak co dzień
o świcie kupują chleb wino rybę
umiera cywilizacja
stare kobiety wstają o świcie
otwierają okna
usuwają nieczystości
umiera człowiek
stare kobiety
myją zwłoki
grzebią umarłych
sadzą kwiaty
na grobach

lubię stare kobiety
brzydkie kobiety
złe kobiety

wierzą w życie wieczne
są solą ziemi
korą drzewa
są pokornymi oczami zwierząt

tchórzostwo i bohaterstwo
wielkość i małość
widzą w wymiarach właściwych

zbliżonych do wymagań
dnia powszedniego

ich synowie odkrywają Amerykę
giną pod Termopilami
umierają na krzyżach
zdobywają kosmos

stare kobiety wychodzą o świcie
do miasta kupują mleko chleb
mięso przyprawiają zupę
otwieraja okna

tylko głupcy śmieją się
ze starych kobiet
brzydkich kobiet
złych kobiet

bo to są piękne kobiety
dobre kobiety
stare kobiety
są jajem
są tajemnicą bez tajemnicy
są kulą która się toczy

stare kobiety
są mumiami
świętych kotów

są małymi
pomarszczonymi
wysychającymi
żródłami owocami
albo tłustymi
owalnymi buddami

kiedy umierają
z oka wypływa
łza
i łączy się
na ustach z uśmiechem
młodej dziewczyny

Na szczęście są i inne obrazy.

Pietro Bellotti (1625 – 1700), również włoski artysta barokowy, namalował piękną, pomarszczoną twarz filozofki w podeszłym wieku. Wpatruje się ona w nas spokojnym, acz uporczywym wzrokiem. Jej dłonie zastygły na chwilę, trzymając wieczne pióro na kartach opierających się o czaszkę i klepsydrę.

Pietro Bellotti: Stara filozofka z czaszką i klepsydrą. ok 1665.
Pietro Bellotti: Stara filozofka z czaszką i klepsydrą. ok 1665. Olej na płótnie. 79 x 68.2 cm. Kolekcja prywatna. Źródło: Domena publiczna.

W podobnym czasie co Strozzi, niderlandzki malarz Rembrandt namalował portret prorokini Anny. O tej mądrej i zaawansowanej w latach kobiecie wspomina Ewangelia św. Łukasza. Była ona wdową. Razem ze starcem Symeonem przywitała Marię i Józefa w świątyni, gdy ci przyszli z małym Jezusem.

Rembrandt van Rijn: Stara kobieta czytająca, prawdopodobnie prorokini Anna. 1631.
Rembrandt van Rijn: Stara kobieta czytająca, prawdopodobnie prorokini Anna. 1631. Olej. 60cm × 48cm. Rijksmuseum. Źródło: Cyfrowa kolekcja Rijksmuseum.

Prorokinie występowały również w tradycji słowiańskiej. Romuald Świerzbieński, badacz wiary Słowian, pisał w XIX wieku: „Prorokinie (po czesku i rossyjsku proroczyca; po rusku znachorka) (…) sa to miana: kapłanek Roka (dziew). (…) Prorokowanie, wyrokowanie, odbywało się z ognia i wody. Ogień taki nazywał się odkrywcą prawdy; a woda, święto-cudną (Sąd Libuszy). Taki ogień i woda były na uroczysku. (…) Prorokinie umiały odczyniać uroki przez siebie rzucone, rozgrzeszać; umiały też niszczyć uroki zesłane przez Roka, – leczyć choroby; i usuwać psoty ludzi złośliwych.”[1]

I dalej: „Tak to księża zmienili Roka i jego dziewy! Za to, iż one wyrokowały z ognia i z wody, poznaje się czarownica próbą wody, pławieniem; i rzuca się na stos jako wierną wdowę czarta. (…) Czarodziejstwo, tak srogo karanem, było niepomiernie dochodnem, a przeto zbrodniczem, – Słowacki w swej Lilii Wenedzie, dramacie krwią serca pisanem,  wzniosłym jak poświęcenie dziewicy-anioła, strasznym by śmierć całego narodu, stawiąc przed widza prorokinię i gęślarzy, duchem wieszczym rozdarł pomrokę lat tysiąca: alić, owe dziwne kapłanki Roka, nie były jędzami szukającemi ocalenia we krwi i w drgających ciałach; lecz Lilią Wenedą w życiu i grobie, gęślą złotą poświęcenia słowian.”[2]

I może to jest tak, że wpojono nam obraz biblijnych proroków, myślicieli, ludowych kaznodziei, a mitologiczne wieszczki, stare zielarki, znachorki, wiejskie akuszerki straciły na znaczeniu od czasu  płonących stosów, kiedy nazwano je wiedźmami, heterami, jędzami, strzygami?

Nic to. Niezależnie od tego, czy bliżej nam do wysuszonej śliwki czy owalnej buddy, niech żyje bal; trzeba wklepać krem, pójść do fryzjera, uśmiechnąć się do męża, dzieci i czarnego kota. Karawana jedzie dalej.

A na koniec uroczy portret starszej pani autorstwa Konrada Krzyżanowskiego.

Konrad Krzyżanowski: Portret pani Makowskiej. 1914.
Konrad Krzyżanowski: Portret pani Makowskiej. 1914. Olej na płótnie. 126 x 101 cm. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło: Cyfrowe MNW.

. Bibliografia:

. [1], [2] Romuald Świerzbieński, „Wiara Słowian”, Warszawa, 1880. Polona.pl.