Obcy w domu.

W 2018 roku Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie zorganizowało wystawę, której nadano tytuł „Obcy w domu”. Odnosiła się ona do wydarzeń marca ’68, jednak zakres interpretacji można rozszerzyć. Jak bowiem rozumieć ten tytuł? 

W dyskusjach na forach internetowych pojawia się regularnie wymiana zdań, gdzie jedna osoba mówi: „Żydzi polscy”, a druga jej odpowiada, że to przecież „Polacy żydowskiego pochodzenia”. Rodzi to nieporozumienia już na poziomie samych pojęć. Najlepiej oczywiście byłoby zapytać samych Żydów, ale ci religijni, chasydzi, zginęli i nie mogą się wypowiedzieć. Ci, którzy się spolonizowali i głównie dzięki temu przeżyli II wojnę światową, nierzadko mieli za sobą komunistyczną przeszłość. Ich potomkowie nadają ton dzisiejszym dyskusjom w Polsce o stosunkach polsko-żydowskich. Żeby zatem zrozumieć oba przytoczone pojęcia, trzeba przyjrzeć się historii Żydów w Polsce od początku ich przybycia na nasze ziemie.

Zagadnienie „obcy w domu” przeanalizowała historyk Ewa Kurek w książce „Stosunki polsko-żydowskie 1939 – 1945. Poza granicą solidarności”. Pani Kurek zwraca uwagę na fakt, którego często nie bierze się pod uwagę: osadnictwo żydowskie rozpoczęło się na ziemiach polskich najpóźniej w XII wieku. W tym czasie stosunkowo młode państwo polskie kreowało swoją wspólną dla całego obszaru kulturę, czerpiąc z tradycji słowiańskich. Jednocześnie rozprzestrzeniało się chrześcijaństwo. Żydzi natomiast przybyli jako przedstawiciele cywilizacji w pełni rozwiniętej, ze swoimi świętami sięgającymi wieków wstecz przed erą Chrystusową, z własnym językiem, piśmiennictwem, religią, wreszcie rozumieniem spraw politycznych [1]. Modlili się o odzyskanie swojego królestwa na Bliskim Wschodzie. Szukali spokojnego miejsca do osiedlenia się, nieważne pod czyją banderą.

Maurycy Gottlieb: Żydzi w synagodze. Ok. 1878
Maurycy Gottlieb (malarz pochodzenia żydowskiego): Żydzi w synagodze. Ok. 1878. Olej na płótnie. 27 x 28 cm. Lwowska Galeria Sztuki. Źródło: Pinakoteka.zascianek.pl.

Osadnictwo Żydów w Polsce uregulował w szczególności Kazimierz Wielki, nadając im liczne przywileje. Było to fenomenem w czasach, gdy niemalże każdy europejski kraj wydalał mniejszości żydowskie. Powodem często była religia, na którą krzywo patrzył Kościół, ale towarzyszyły im przyczyny natury politycznej i społecznej.

Wojciech Gerson: Żydzi tułający się proszą Kazimierza Wielkiego o przytułek w Polsce. 1874
Wojciech Gerson: Żydzi tułający się proszą Kazimierza Wielkiego o przytułek w Polsce. 1874. Olej na płótnie. 118 x144 cm. Muzeum Narodowe w Krakowie. Źródło: Domena publiczna.

Trzon europejski wywodzi się z cywilizacji łacińskiej, a ta z greckiej. Polska, przyjmując chrześcijaństwo, czerpała z dziedzictwa zachodniej Europy. Na przestrzeni wieków kultury zwykły się przenikać, inspirować. Dlaczego więc zderzenie kultury żydowskiej i europejskiej długo nie wytworzyło niczego wspólnego? Jedną z odpowiedzi może być podejście do sztuki: muzyki, malarstwa, architektury czy literatury. Europa była i jest miejscem wysmakowanym, gdzie estetyzm oraz indywidualizm odgrywają ważną rolę. Żydzi, których każdy element funkcjonowania surowo określała religia, nie zostawiając miejsca na artystyczne uniesienia, celowali w handlu, którego to znowu Kościół zabraniał chrześcijanom. Historia odrzuceń społeczności żydowskiej przez większość europejskich krajów wskazuje na jakiś głęboki brak porozumienia duchowego.

Chaim Goldberg: Niosący torę. 1960
Chaim Goldberg: Niosący torę. 1960. Litografia. Kolekcja prywatna. Źródło: Onebid.pl.

W wielokulturowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów mieszkali, oprócz Polaków i Litwinów, Rusini, Tatarzy, Żydzi, Niemcy, Ormianie, Włosi i wiele innych mniejszości narodowych czy etnicznych. Ta mieszanka religii i obyczajów funkcjonowała w okresie Złotego Wieku całkiem spójnie, poszczególne społeczności nie wyróżniały się, a nawet mieszały się między sobą. Wyjątkiem była hermetycznie zamknięta społeczność żydowska. Ortodoksyjni Żydzi wybijali się z tłumu oryginalnym wyglądem. Nie chcieli uczyć się łaciny, nie wspominając już o języku polskim, uważając je za języki kościelne, chrześcijańskie. Nawet w przede dniu wybuchu II Wojny Światowej zaledwie 15% polskich Żydów mówiło płynną polszczyzną [2].

Trzeba podkreślić, że Polacy nie oczekiwali od Żydów zmiany religii, historycznie będąc przyzwyczajonym do życia w tyglu światopoglądowym. Oczekiwania polonizacji rosły z czasem, przy czym za polonizację uważano utożsamianie się z państwem polskim.

Wzorowym przykładem udanej asymilacji są polscy Tatarzy, którzy zachowując swoje tradycje i religię muzułmańską, byli doceniani za lojalność Rzeczypospolitej.

Artur Markowicz: Poswiecenie nowiu ksiezyca. 1933.
Artur Markowicz (malarz pochodzenia żydowskiego): Poświęcenie nowiu księżyca. 1933. Żródło: Domena publiczna.

Nie wiadomo jak potoczyłyby się losy Rzeczypospolitej Obojga Narodów i jej różnorodnych mieszkańców, gdyby nie nastąpiły zabory. Proces asymilacji został przerwany. Nastąpił czas weryfikacji wzajemnych relacji. Polacy nigdy nie porzucili ambicji o odtworzeniu własnego państwa. W czasie 123 lat zaborów nie szczędzili zabiegów, jak i krwi oraz majątków, w walce o odzyskanie niepodległości. Od mniejszości oczekiwano solidarności. Rusini dali do zrozumienia, że nie mają zamiaru oddawać życia za Rzeczpospolitą. Natomiast Żydzi, którzy generalnie żyli w swoim świecie, nie przejmowali się szczególnie zmianą „zarządcy”. Postacie jak Berek Joselewicz, który pisał odezwy do swoich współbraci o pomoc dla ojczyzny, były chlubnymi wyjątkami. Udało mu się porwać do walki garstkę osób. Romantyczne wizje porwania do walki całego narodu, łącznie z Żydami, towarzyszyły i Tadeuszowi Kościuszce, i poetom jak Adam Mickiewicz, który pisał w „Panu Tadeuszu” o Jankielu, „dobrym Polaku”. Nadzieje Polaków na wsparcie ze strony Żydów okazały się jednak płonne.

Henryk Pillati - Śmierć Berka Joselewicza w Kocku. 1867. olej na płótnie. 67 x 80 cm. Muzeum Narodowe w Warszawie - Cyfrowe MNW
Henryk Pillati: Śmierć Berka Joselewicza w Kocku. 1867. Olej na płótnie. 67 x 80 cm. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło: Cyfrowe MNW.

W książce nastepuje rozróżnienie Żydów polskich na trzy grupy, które na początku XX wieku różniły się znacznie między sobą: spolonizowanych, wyemancypowanych oraz wielkiej masy ortodoksów, czyli chasydów. Emacypacja oznaczała wyjście z zamkniętych dzielnic, które tworzyła zbita społeczność żydowska [3].

Przedwojenna pocztówka. Warszawa
Przedwojenna pocztówka. Warszawa. Biblioteka Narodowa. Źródło: Polona.

Na początku XX wieku, Polskę zamieszkiwało blisko 3.5 miliona Żydów. Stanowiło to 10% ludności kraju. Pojawiały sie grupy żydowskich patriotów, którzy postulowali wśród swojej społeczności naukę języka polskiego oraz przynależność do państwa polskiego. Byli wśród nich uczestnicy polskich zrywów niepodległościowych.  Dziś nikt już o tym nie pamięta, głównie dlatego, że przeważał inny trend. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, reprezentanci mniejszości żydowskiej wystąpili do polskich władz z roszczeniami o autonomię.  Z oczywistych względów nie było na to zgody, szczególnie, że podobne żądania wysuwali również Rusini. W ocenie Polaków Żydzi jako ogół nie zachowywali się jak współobywatele, ale jak cudzoziemcy.

Aleksander Gierymski: Święto trąbek. 1884
Aleksander Gierymski: Święto trąbek. 1884. Olej na płótnie. 47 x 64,5 cm. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło: Domena publiczna.

W dwudziestuleciu międzywojennym zmieniły się postawy Polaków wobec społeczności żydowskiej. Toczyły się polityczne walki o kształt wolnej Polski nie z Żydami-Polakami, ale z Żydami-obcymi. Cały ten osławiony polski antysemityzm miał wymiar ekonomiczno-kulturowy, a nie rasowy jak w Niemczech, i czasem zapawał na groteskę. Aleksander Świętochowski, który zabiegał między innymi o równe prawa dla Żydów, pisał o getcie ławkowym: „Studenci „narodowi” żądają aby ich koledzy żydowscy zajmowali osobne ławki po lewej stronie sali, ci zaś nie chcą się na to zgodzić i uparcie zasiadają po prawej między swymi wrogami, narażając się na bójki.”[4]  Dwudziestolecie międzywojenne było jednak paradoksalnie czasem wzmożonej asymilacji.

Ulotka propagandowa. 1907
Ulotka propagandowa. 1907. Biblioteka Narodowa. Źródło: Polona.

Nietrudno zrozumieć rozterki, jakie mieli w tym czasie artyści i literaci żydowskiego pochodzenia, którzy czuli się lub też chcieli czuć się częścią społeczeństwa polskiego. Julian Tuwim w wierszu „Żydzi” pisał z jakimś wewnętrznym rozedrganiem:

Czarni, chytrzy, brodaci,
Z obłąkanymi oczyma,
W których jest wieczny lęk,
W których jest wieków spuścizna,
Ludzie,
Którzy nie wiedzą, co znaczy ojczyzna,
Bo żyją wszędy,
Tragiczni, nerwowi ludzie,
Przybłędy.

Do tego dochodziła polityka.  Dla religijnych Żydów komunizm był takim samym złem jak dla większości Polaków. Natomiast tak zwana zasymilowana część społeczności żydowskiej chętnie angażowała się w płynące z Moskwy hasła socjalistyczne. Polskim socjalistom zajęło sporo czasu uzmysłowienie sobie, że idee jak „wolność” znaczą dla nich zupełnie coś innego niż dla Żydów. Dla tych drugich celem było zniesienie granic państwowych i narodowych. W 1920 roku, kiedy toczyła się bitwa z bolszewikami, której rezultat oznaczał dla Polski być albo nie być, część społeczeństwa żydowskiego stanęła otwarcie po stronie Armii Czerwonej.

Ewa Kurek podsumowuje: „Jakiekolwiek przyjąć wytłumaczenie braku postawy obywatelskiej polskich Żydów w sferze obowiązków względem Państwa Polskiego, można powiedzieć, że w latach 1795-1939 byli współobywatelami i cudzoziemcami zarazem, swoimi i obcymi na polskiej ziemi. Troszcząc się o rozwój kulturalny, polityczny, gospodarczy i społeczny własnego narodu, walcząc o słuszne prawa obywatelskie dla wszystkich polskich Żydów, byli współobywatelami. Pozostając obojętnymi wobec spraw niepodległości Polski, a w postrzeganiu wolności nie uwzględniając potrzeby istnienia Państwa Polskiego, Żydzi polscy przydali sobie w Państwie Polskim miano cudzoziemców” [5].

Polscy Żydzi na przestrzeni wieków w swej ogólnej masie kochali Polskę jako Polin, czyli miejsce spokojnej egzystencji, a nie jako konkretne państwo, którego obywatelstwo daje przywileje, ale również obowiązki, w tym obowiązek jego obrony. Antoni Słonimski, poeta żydowskiego pochodzenia, pisał krytycznie o Żydach odgrywających „zasymilowanych „Polaków z trzydniowem wymówieniem”, którzy bardzo kochają Polskę, ale jeżeli broń Boże coś się zdarzy – to już nie tak bardzo.”[6]

Marian Hemar. NAC
Marian Hemar. Źródło: NAC.

Należy wspomnieć tutaj o Żydach, którzy z całą pewnością zasłużyli sobie na miano Polaków. Jednym z nich był Marian Hemar, który w wierszu „Trzy powody” pisał:

Z krwi lechickiej, z przypadku
Nie z metrykalnych przyczyn.
Moja ambicja, że jestem
Polakiem ochotniczym

Przedwojenne środowiska żydowskie były zróżnicowane pod względem politycznym. Istniał zarówno ruch skrajnie lewicowy, Bund, jak i nacjonalistyczny, syjonistyczny Bejtar, żydowski odpowiednik Obozu Narodowo-Radykalnego ONR (członkowie Bejtaru uczestniczyli w Powstaniu w getcie, a nieliczni ocaleni następnie w Powstaniu Warszawskim).

Druga Wojna Światowa była jedną z największych tragedii Państwa Polskiego; zarówno dla Polaków, jak i mniejszości, przede wszystkim Żydów, Romów i Tatarów, których Niemcy niemal całkowicie eksterminowali z ziem polskich.

W szeregach armii polskiej, w wojnie obronnej w 1939 roku, walczyło około 120 tys. Żydów (czyli kilka procent społeczności żydowskiej). Jedna czwarta z nich poległa w czasie kampanii wrześniowej, połowę zabrano do obozów niemieckich (Z drugiej strony wiadomo, że w Wehrmachcie służyło co najmniej 150 tysięcy ludzi pochodzenia żydowskiego). Ponadto, grupa obywateli polskich pochodzenia żydowskiego założyła jeszcze w 1939 roku konspiracyjną organizację „Świt”, przemianowaną później na Żydowski Związek Wojskowy (ŻZW), która działała na podobnej zasadzie jak Armia Krajowa. Na jej czele stał Dawid Apfelbaum. Grupa ta, składająca się w okresie kulminacyjnym z około 300 osób, walczyła w powstaniu w getcie warszawskim, gdzie wywiesiła dwie flagi: biało-czerwoną i niebiesko-białą. Ponieważ ŻZW był organizacją o charakterze prawicowym i prawie nikt z niej nie przeżył, w PRLu mówiono niemal wyłącznie o innej organizacji, Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB), liczącej 220 członków, która miała w swoich szeregach komunistów, i to jej przypisano większość zasług [7].

Armia Krajowa wsparła powstanie w getcie uzbrojeniem na miarę swoich możliwości, gdyż każdy pistolet i każdy granat zdobyty był z trudem w terenie na wrogu. Udzieliła militarnej pomocy ŻZW, tocząc wspólną walkę z Niemcami na terenie getta (Akcja Getto).

Stroop_Report
Deportacja Żydów. Fotografia wykonana na ul. Nowolipie. Źródło: Domena publiczna.

Dlaczego powstanie w getcie wybuchło tak późno, dopiero w kwietniu 1943 roku? Większość społeczeństwa żydowskiego, uważała, że nie są stroną w wojennym konflikcie. Patrzono w stronę przedstawicieli mniejszości żydowskiej, przede wszystkim na Adama Czerniakowa, prezesa 300-tysiecznej Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie. W okupowanej stolicy, pod koniec września 1939 roku, podjął on negocjacje z Niemcami o stworzeniu żydowskiej autonomii, której w efekcie został burmistrzem, jak również przewodniczącym warszawskiego Judenratu. Podobnie stało się w innych miastach, na przykład Chaim Rumkowski został zarządzającym autonomii w Łodzi, zwanej „państwem żydowskim”. W ten sposób Żydzi spełnili swoje polityczne plany z czasów przedwojennych, kalkulując, że po wojnie Polska będzie musiała się z nimi liczyć. Tak powstały getta, które podlegały innym prawom niż okupowana Polska, a ich zarządzający mieli nieograniczoną władzę nad ludnością żydowską. Inteligencja żydowska miała w bezpośrednim zarządzaniu pod sobą masy prostych, niewykształconych ludzi, czasem nieorientujących się w politycznych realiach. Na wniosek Niemców, Żydzi z własnego budżetu wybudowali mury dookoła gett, w których mieli nadzieję spokojnie przetrwać wojenną zawieruchę. Wprowadzili system podatkowy, powołali policję żydowską, otworzyli żydowskie więzienia. Ustanowili sobotę dniem wolnym, a niedzielę pracującym. W praktyce mniejszość żydowska zerwała kontakty z ostatnimi przedstawicielami Państwa Polskiego, jak również nie nawiązała współpracy z Podziemnym Państwem Polskim.[8] 

Józef Pankiewicz: Żyd z koszem
Józef Pankiewicz: Żyd z koszem. 1887. Olej na płótnie. 29.2 x 24.6 cm. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło: Cyfrowe MNW.

Przez pewien czas w getcie było bezpieczniej niż po aryjskiej stronie. Niektórzy Polacy nawet zakładali żydowskie opaski, żeby uniknąć łapanek i rozstrzeliwań na ulicach. Wkrótce  jednak po otoczeniu gett murem dla zamkniętej tam ludności zaczęła się gehenna, której apogeum przypadło w połowie 1942 roku. Rady żydowskie skrupulatnie wypełniały polecenia Niemców, dotyczące dokładnego spisu ludności, a następnie podania ich stanu majątkowego. Kiedy Niemcy wydali Judenratom rozkaz zorganizowania i załadowania pociągów odwożących Żydów do obozów zagłady, Adam Czerniakow zrozumiał fiasko prowadzonej przez niego polityki. Popełnił samobójstwo. Zgodę na wywóz współbraci podpisali pozostali członkowie warszawskiej autonomii, jak też zarządy wszystkich pozostałych Judenratów powstałych na terenie okupowanej Polski. Tym samym nie dali oni własnemu narodowi szans na walkę.

Aleksander Gierymski: Żydówka z pomarańczami. 1922
Aleksander Gierymski: Żydówka z pomarańczami. 1922. Olej na płótnie. 65 cm x 54 cm. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło: Domena publiczna.

Polacy w getcie nie byli mile widziani. Za przekroczenie murów groziła im śmierć zarówno ze strony Niemców, jak i policji żydowskiej. Polacy mogli uratować więc tylko tych Żydów, którzy – znając język polski i przełamując stereotypy – zdobyli się na ucieczkę z getta. Na taki krok zdecydowało się 5-10% Żydów w skali całego kraju. Pomagało im Polskie Państwo Podziemne oraz Kościół katolicki. Postawy indywidualnych Polaków były zróżnicowane, tak jak zróżnicowane były ich doświadczenia z żydowskimi sąsiadami. Wojna demoralizuje; znaleźli się więc wśród Polaków i szmalcownicy, i zwykli przestępcy. Armia Krajowa, zgodnie z zapowiedzią, że tego typu zachowanie będzie traktowane jak zdrada narodowa, wykonywała wyroki śmierci na kolaborantach. Natomiast Żydów ukrywających się po aryjskiej stronie na podstawie wydawanych przez księży fałszywych metryk chrztu, bądź też faktycznych chrześcijan, wydały Niemcom władze żydowskie.

Emanuel Ringelblum, który w getcie warszawskim prowadził kronikę, zapisał: „Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiagnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia.”[9] W czasie wysiedlenia policja żydowska wiedziała, że pociągi nie wożą ludzi do pracy przymusowej, a prosto do Treblinki czy Bełżca. Jednym z jej zadań, oprócz wyłapywania ukrywających się Żydów i doprowadzania ich na Umschlagplatz, było utrzymywanie współbraci w nieświadomości swojego losu. Wiara w niemiecką uczciwość oraz zaufanie do własnych organizacji było powszechne. „Niemcy – jak na przykład w łódzkim getcie – zjawiali się na pół godziny przed odjazdem przygotowanego przez Żydów transportu Żydów.”[10]

Jeśli administracja Judenratów oraz policja żydowska mieli nadzieję, że w ten sposób uratują siebie – mylili się.  Większość z nich zginęła po zakończeniu wysiedlenia getta, albo zastrzelona przez Niemców, albo w obozach. Jest to jeden z powodów, dla którego o żydowskich katach własnego narodu się nie mówi, zaliczając ich do panteonu ofiar. Drugi powód to taki, że ci, którzy jednak uratowali się, robią wszystko, aby prawda nie dotarła ani do żydowskiej diaspory, ani tym bardziej do reszty świata. A przecież, gdyby nie oni, Niemcom nie udałaby się tak masowa i gładko wykonana zagłada Żydów (Pisała o tym Hannah Arendt, niemiecka filozof żydowskiego pochodzenia, poruszając niezwykle newralgiczną strunę wśród izraelskich elit).

Picasso - Stary Żyd z chłopcem. 1903. Olej na płótnie. 125X92 cm. Muzeum Puszkina w Moskwie
Pablo Picasso: Stary Żyd z chłopcem. 1903. Olej na płótnie. 125 x 92 cm. Muzeum Sztuk Plastycznych im. A. Puszkina w Moskwie. Źródło: Domena publiczna.

Na Kresach Wschodnich stosunki polsko-żydowskie były napięte do granic możliwości. Pod okupacją sowiecką, do czasów przyjścia Niemców, Polacy znajdowali się w znacznie trudniejszej sytuacji niż Żydzi, których wielu z entuzjazmem witało nowy układ polityczny. Niejedną polską rodzinę wywieziono na Sybir z donosu miejscowych Żydów. Za te jawne sympatie Żydów do bolszewizmu, w czerwcu 1941 roku Niemcy zamordowali w Białymstoku około 2000 Żydów, z czego około 700 spalili w Wielkiej Synagodze. Niewyjaśniona (z powodu przerwanej ekshumacji) pozostaje sprawa Jedwabnego z lipca tego samego roku.

Do armii generała Władysława Andersa tworzonej w ZSRR zgłosiło się kilka tysięcy Żydów pochodzących z Polski. Około 3,5 tys. z nich doszło razem wraz z Polakami do Palestyny. Tam, większość z nich zdezerterowała z polskiej armii, z zamiarem utworzenia żydowskich organizacji wojskowych walczących o Izrael. Dezercje w wojsku były karane śmiercią, jednak w tym jednym wypadku dowództwo polskie przymknęło na to oko. Natomiast około tysiąca Żydów czujących solidarność z Polakami poszło z nimi walczyć pod Monte Cassino.

Generalnie świat żydowski na przestrzeni wieków pozostawał nieprzenikniony i kierował się swoimi priorytetami, ważnymi z żydowskiego punktu widzenia. Można powiedzieć, że Niemcy podczas II wojny światowej eksterminowali nie tylko Żydów jako mniejszość etniczną, religijną czy narodową – eksterminowali zupełnie osobną cywilizację, o której my sami niewiele wiedzieliśmy.

Dwóch Żydów. NAC
Dwóch Żydów. Źródło: NAC.

Środowiska żydowskie zarzucają obecnie polskiemu społeczeństwu brak wystarczającej reakcji na zagładę. Ewa Kurek odpowiada: „Polacy nie mieli obowiązku poświęcać własnego życia dla ocalenia życia żydowskiego.”[11] Cóż bowiem znaczy ten zarzut; że za mało Polaków zginęło dla ratowania obcych im w gruncie rzeczy ludzi? Bierność nie oznacza obojętności; społeczeństwo polskie współczuło Żydom. Kurek dodaje: „Żydzi stanęli wówczas straszliwego dylematu: czy szukać pomocy i żądać poświęcenia życia od tych, wobec których nigdy nie było się solidarnym? Polacy stanęli wówczas wobec jeszcze trudniejszego dylematu: czy okazać solidarność tym, którzy solidarni nie byli, i zaryzykować dla nich własne życie?”.[12]

Pomimo tych kwestii, część Polaków, kierowanych zwykłym ludzkim współczuciem,  podjęła ryzyko ukrywania Żydów. Szacuje się, że dzięki ich pomocy wojnę przeżyło 40 – 170 tysięcy polskich Żydów. Ktoś musiał im zapewnić ciepłą odzież w zimie, miejsce do spania, posiłek, nierzadko fałszywe dokumenty, a czasem życie ratowało nauczenie się katolickiej modlitwy.  W uratowanie jednej osoby zaangażowanych bywało kilkoro Polaków. W przypadku Żydów nie mówiących po polsku, zagrożenie dla Polaków drastycznie wzrastało.

Żydowscy kuracjusze w Iwoniczu-Zdroju, 1938
Żydowscy kuracjusze w Iwoniczu-Zdroju, 1938. Zdzisław Postępski. Biblioteka Narodowa, Źródło: Polona.

Wydaje się, że najsłuszniejszym określeniem mniejszości żydowskiej przed 1945 rokiem jest „obywatele polscy pochodzenia żydowskiego”. Każdy jest obywatelem jakiegoś kraju, każdy gdzieś mieszka. Nie oznacza to z automatu poczuwania się do bycia częścią danego narodu.

Część Żydów, która przeżyła wojnę, zaangażowała się w sowietyzację kraju i zasiliła szeregi NKWD, UB oraz MO. Towarzyszył temu proces zmiany nazwisk na polskobrzmiące. Żydzi ci zerwali z tradycją chasydów, nie utożsamiali się również z kulturą polską. Spełnili swoje komunistyczne marzenia o świecie bez religii i narodowości. Stali się Sowietami.

W PRLu, po raz pierwszy w historii Polski, nastąpiło ujednolicenie całego narodu. Nowy, komunistyczny człowiek miał miłować pracę, zwłaszcza fizyczną i nie zastanawiać się nad transcendencją. Nie było już religijnych Żydów, a ci emancypowani nie chcieli się przyznawać do ortodoksyjnych przodków. Pozostała cyniczna polityka, manipulowanie faktami i granie relacjami polsko-żydowskimi. Znalazło to swoje odbicie we wspomnianym marcu ’68, kiedy zwalczały się dwie frakcje komunistyczne, wciągając w swoje rozgrywki społeczeństwo. Na szczęście nikt wtedy nie zginął. Polacy wyjechać z demoludów nie mogli, natomiast z Żydów wyjechał kto chciał, i to na mlekiem i miodem płynący Zachód. Wśród tej grupy znalazło się kilkaset ubeków, którzy w ten sposób uniknęli jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje czyny.

Obecnie międzynarodowe lobby żydowskie powołuje się na solidarność plemienną z ofiarami zagłady w sprawie nie mających żadnych podstaw prawnych roszczeń o mienie bezspadkowe (czyli takie, które nie mając prawnych spadkobierców, wszędzie w cywilizowanym świecie przechodzi na Skarb Państwa). Na dzień dzisiejszy domagają się kwoty 300 miliardów dolarów amerykańskich, ale tutaj nie ma żadnej górnej granicy. Żydowskie lobby przyjmują za normalne, że jedni obywatele polscy mogą być traktowani inaczej od innych. Szantażom politycznym towarzyszy infamia Polski (podobnie jak w 1995 roku wobec Szwajcarii, która w końcu ugięła się pod wpływem nakładanych na nią kolejnych sankcji). Tragedia polskich Żydów już dawno stała się intratnym biznesem dla grup interesów, które w czasie II wojny światowej nie zrobiły nic, aby im pomóc. Obraża to pamięć o tych wszystkich chasydach, którzy zginęli między innymi dlatego, że żydowskie elity uważały ich za motłoch. Dziś ich śmierć sprowadzają oni do awantury o pieniądze.

Polacy w swojej walce o przetrwanie ekonomiczne, prawdę historyczną oraz dobre imię są sami. Atakuje się nas nie dlatego, że są ku temu jakieś szczególne powody, ale dlatego, że III RP jest łatwym celem dla szantażystów przez wzgląd na jej słaby system prawny, brak poważnej dyplomacji i wywiadu, czy wreszcie brak zmysłu geopolitycznego i zdolności negocjacyjnych zarządzających krajem (zakładając optymistycznie ich dobrą wolę). Nikt nie atakuje na przykład Francji, której wojenny rząd Vichy jawnie współpracował z Trzecią Rzeszą.

W dyskusjach na tematy polsko-żydowskie brakuje głosów Polaków pochodzenia żydowskiego: zasymilowanych lub z rodzin mieszanych, nie angażujących się w instalowanie stalinizmu, identyfikujących się w pierwszej kolejności z Polską i polskością: tych, którzy świadomie przestali być „obcymi”. Dla których Polska to dom, a nie Polin, miejsce pobytu. Brakuje też głosów Żydów polskich, którzy po wojnie wyjechali do Izraela. Nierzadko zostali oni uratowani przez Polaków, którzy zdecydowali się narażać dla nich życie swoje i swoich rodzin.  Tych Żydów, dla których często język polski pozostał na zawsze tym najbliższym. Ich świadectwa były i są niepublikowane, wyciszane, zarówno w Polsce, jak i Izraelu, i wszędzie indziej. W dużej mierze od nich zależy, czy historia wszystkich współczesnych Polaków, niezależnie od ich pochodzenia, zacznie płynąć wspólnym nurtem…

Kazimierz Wierzyński w „Lekcji kowersacji” pisał: „Nie mów o Polakach i Żydach, To pole minowe”. Byłoby dobrze, gdybyśmy na tematy polsko-żydowskie potrafili rozmawiać bez strachu przed społecznym ostracyzmem i polityczną cenzurą, bez agresji i braku szacunku do drugiego człowieka, czy wreszcie bez powielania żydowskiej oficjalnej wersji czarno-białej opowieści, nie mającej wiele wspólnego z historią.

Jeśli ktoś chciałby poczuć ten prawdziwy żydowski świat i spróbować wyobrazić sobie przedwojenną Polskę, może odwiedzić śląski Lelów lub podkarpacki Leżajsk w czasie przyjazdów chasydów z Izraela, Stanów Zjednoczonych, Kanady i Europy Zachodniej. Corocznie odwiedzają oni masowo groby cadyków.

Książka pani Ewy Kurek została oparta przede wszystkim na źródłach żydowskich. Pokazuje ona szerszą perspektywę tego, co się wydarzyło w czasie II wojny światowej na okupowanych ziemiach polskich. Historycy, którzy mają odwagę mówić i pisać inaczej niż przyjęta politycznie poprawna narracja, są niezapraszani do mediów publicznych, a tylko niszowych prywatnych, jak również spotykają się ze standardowym oskarżeniem o antysemityzm, mającym na celu zniechęcić opinię publiczną do słuchania tego, co mają do powiedzenia.

Niektóre media lubią podkreślać, że w dzisiejszej Polsce nie ma Żydów. Nie ma już chasydów, to fakt, ale istnieje spora grupa osób solidarnych w pierwszej kolejności z diasporą żydowską, czy też czujących się spadkobiercami żydowskiego dziedzictwa kulturowego [13]. Powstają szkoły języka jidysz, a nawet prywatne szkoły żydowskie, nauczające między innymi historii z żydowskiego punktu widzenia. Istnieje prężny ruch na rzecz odnowy kultury żydowskiej, wspierany głównie przez prywatne fundacje. Trzeba też wiedzieć, że rząd wyjątkowo hojnie rozdaje polskie paszporty Izraelczykom – tylko w latach 2015-2017 wydano ich około 11 tysięcy (inne narodowości spoza UE mogą pomarzyć o takiej przychylności). Polskie Litnie Lotnicze LOT nie bez powodu otworzyły w 2018 roku dodatkowe bezpośrednie połączenia z sześciu miast Polski (Krakowa, Lublina, Gdańska, Rzeszowa, Warszawy i Wrocławia) z Tel Awiwem.

Bibliografia:

. [1] Ewa Kurek: „Stosunki polsko-żydowskie. Poza granicą soliarności”. Wyd. Bollinari Publishing House, Warszawa 2016. (s.20)

. [2] Ibidem (s.156-157)

. [3] Ibidem (s.47)

. [4] Aleksander Świętochowski: Antysemityzm. Wiadomości Literackie, 11.04.1937, Warszawa (online), (dostęp: 02.05.2019) retropress.pl/wiadomosci-literackie/antysemityzm/

. [5] Ewa Kurek: „Stosunki polsko-żydowskie. Poza granicą soliarności”. Wyd. Bollinari Publishing House, Warszawa 2016. (s.119)

. [6] Antoni Słonimski: O drażliwości Żydów. Wiadomości Literackie, 31.08.1924, Warszawa (online), (dostęp: 05.02.2019) retropress.pl/wiadomosci-literackie/o-drazliwosci-zydow/

. [7] Ewa Kurek: „Stosunki polsko-żydowskie. Poza granicą soliarności”. Wyd. Bollinari Publishing House, Warszawa 2016 (s.210-211)

. [8] Ibidem (s.214)

. [9] Ibidem (s. 270)

. [10] Ibidem (s. 274)

. [11] Ibidem (s. 396)

. [12] Ibidem (s. 404)

. [13] Ile osób żydowskiego pochodzenia jest dzisiaj w Polsce? (online), (dostęp: 05.02.2019) salon24.pl/u/wawel24/969511,ile-osob-zydowskiego-pochodzenia-jest-w-polsce

Reklamy