Rilke opowiada o Cézanne.

Piękne to były czasy, gdy ludzie pisali do siebie listy. Zapach eleganckiej papaterii, specjalnie przeznaczony czas, uprzejmość: Droga Anno, Kochany Zbigniewie, refleksja nad każdym słowem, ceremonia zaklejania koperty, wyboru znaczka…

Jak dobrze, że zachowały się dawne listy, szczególnie osób z wrażliwością na słowo pisane. A jeśli jeszcze korespondecję prowadzą poeci i to w dodatku o malarstwie… Takie listy pisał młody austriacki poeta Rainer Maria Rilke (1875 – 1926) do swojej żony Clary. Rilke przyjechał w 1902 roku do Paryża, gdzie pracował nad monografią rzeźbiarza Auguste Rodina. We Francji poeta wydał swoje najlepsze wiersze, które tłumaczone potem również w Polsce w dwudziestoleciu międzywojennym, stały się inspiracją dla wielu naszych rodzimych twórców. Względy materialne sprawiły, że Rilke żył w oddaleniu od rodziny, stąd niemal codzienne listy do swojej ukochanej. Poeta odwiedzał regularnie Salon, interesując się szczególnie pracami modernistów, a wśród nich przede wszystkim twórczością Paula Cézanne’a. Swoje przemyślenia przelewał na papier.

Filozof Andrzej Serafin (ur. 1980) napisał: „Rilke wyjechał do Paryża jak do klasztoru, by skupić się, zagłębić w siebie. (…) Listy do żony są świadectwem jego zanurzania się w sobie. Patrząc na Cézanne’a, którego niespodziewanie odkrył na Salonie Jesiennym, niby owoc własnej kontemplacji (…) zobaczył to, do czego sam w swej medytacji się zbliżył, to, co sam właśnie osiągnął.” [1]

A więc zanurzmy się na chwilę w ten malarsko-poetycki świat, czytając fragmenty listów Rilkego.

„Dla jego niebywale malarskiego spojrzenia szarość nie stanowi barwy: dotarł on do jej sedna i odkrył tam fiolet, błękit, czerwień lub zieleń. Szczególnie lubi dostrzegać fiolet (barwę, której nigdy tak dokładnie i tak różnorodnie nie wydobywano) tam, gdzie oczekiwalibyśmy wyłącznie szarości, gdzie nas by zadowalała; on jednak nie ustępuje i wydobywa tkwiące niejako w niej fiolety, zupełnie jak czynią to niektóre wieczory, szczególnie jesienne, zwracając się do poszarzałych fasad wręcz jak do fioletu, a te odpowiadają wszelkimi odcieniami: od lekkiego zwiewnego liliowego aż po przyciężkawy fiolet fińskiego granitu” [2]

Paul Cézanne: Martwa natura z cebulami. 1896-1898.
Paul Cézanne: Martwa natura z cebulami. 1896-1898. Olej na płótnie. 66 x 82 cm. Musée d’Orsay, Paryż. Źródło: Domena Publiczna.

„Obok martwa natura z niebieską draperią; między jej mieszczańskim bawełnianym błękitem a ścianą pokrytą nieco pochmurną niebieskością sztucznie szary, glazurowany, wielki pojemnik na imbir, w konflikcie z tym, co na lewo i prawo. Ziemisto zielona butelka z żółtym curaçao i dalej gliniany wazon w dwóch trzecich od góry glazurowany na zielono. Po drugiej stronie na niebieskim obrusie kilka jabłek wypada z zaznaczonej błękitem porcelanowej misy. To, że ich czerwień wtacza się w błękit obrusu, jawi się jak działanie tak dalece wynikające z barwnych procesów obrazu jak powiązanie dwóch aktów Rodina za sprawą ich plastycznego pokrewieństwa.” [3]

Paul Cézanne: Martwa natura z jabłkami. 1893-1894.
Paul Cézanne: Martwa natura z jabłkami. 1893-1894. J.Paul Getty Museum, Los Angeles. Źródło: Domena Publiczna.

Czy nie miło byłoby dostać taki list od kogoś, kto właśnie poruszony wyszedł z muzeum?

Bibliografia:

. [1,2,3] Rainer Maria Rilke: Cézanne. W przekładzie Andrzeja Serafina. Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2015 (s.65, 70, 129)

 

Reklamy